W Toruniu powstanie Dom Królika!

0
470
views

Cierpienia królików nie widać, ani nie słychać. Króliki cierpią w ciszy, za zamkniętymi drzwiami prywatnych domów, w klatkach hodowców i laboratoriach. Nawet wystawione na sklepową wystawę czy wybieg w mini zoo, wciąż pozostają niezauważone. Na szczęście nie dla wszystkich. Są ludzie, którzy je dostrzegają i im pomagają. Stworzyli już pokrzywdzonym królikom azyl, a teraz chcą im podarować prawdziwy dom.

Ludzie, o których mowa stworzyli wyjątkowe miejsce nie tylko na mapie Torunia, ale i całej Polski. Jego nazwa mówi sama za siebie – Azyl dla Królików. Skrzywdzone przez człowieka króliki znajdują tu bezpieczeństwo, opiekę i miłość. W godnych warunkach mogą spokojnie czekać na nowe domy. A już niebawem nie będą musiały czekać wcale, bo Azyl zamieni się w pierwszy na świecie Dom Królika. I będzie to dom nie tylko z nazwy. Fundacja planuje zakup własnej nieruchomości – domu jednorodzinnego z ogrodem. Od innych domów w okolicy będzie go odróżniać jedynie to, że jego mieszkańcami będą króliki.

Z tej okazji spotkałam się z Magdaleną Gralak-Kuczyńską pełniącą funkcję prezesa w Fundacji Azyl dla Królików. Na wywiad umówiłyśmy się oczywiście w ich obecnej siedzibie. W trakcie wywiadu, co chwilę jakiś uszak zaglądał do nas na ławkę albo podskubywał mi buty. Pewnie chciały dodać coś od siebie, ale myślę że Magda godnie je reprezentowała i wyczerpująco odpowiedziała na wszystkie moje pytania, za co serdecznie jej dziękuję!

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Pomaganie Przez Ubranie

Fot: źródło

M.K.: Od dawna chciałam napisać o Azylu, a wiadomość o Waszych rewolucyjnych planach stworzenia Domu Królika ostatecznie skłoniła mnie do przyjazdu. Jednak zanim porozmawiamy o przyszłości chciałabym się cofnąć do przeszłości i na początku wywiadu zapytać o Wasze początki. Opowiedz więc proszę jak powstał Azyl dla Królików?

M.G.-K. : Zaczęłyśmy pomagać w ramach Stowarzyszenia Pomocy Królikom, czyli od początku starałyśmy się działać pod szyldem jakiejś organizacji. Później w związku z tym, że nasze działania się rozszerzyły na dość dużą skalę, postanowiłyśmy założyć fundację. Dzięki udanej współpracy z tutejszym Schroniskiem dla Zwierząt i dzięki jego życzliwości udało się otworzyć przy nim Azyl. Zostało nam użyczone jedno pomieszczenie, później drugie. Dzięki temu otrzymałyśmy możliwość, by przyjmować potrzebujące pomocy króliki i działać stacjonarnie. Wcześniej nasza działalność polegała na tym, że wstawiałyśmy ogłoszenia adopcyjne na naszych stronach internetowych czy też stronach z ogłoszeniami i zajmowałyśmy się szukaniem królikom nowych domów. Teraz mamy swoje miejsce, w którym codziennie zajmujemy się pokrzywdzonymi królikami oraz w dalszym ciągu prowadzimy działalność adopcyjną.

M.K.: Potrzebujących zwierząt jest wiele, Wy jednak postanowiłyście się skupić na pomaganiu konkretnemu gatunkowi. Dlaczego akurat królik?

M.G.-K. : Królik ma to coś w sobie, co od początku nas ujęło. Każda z nas miała królika w domu i od tego się tak naprawdę wszystko zaczęło. Pokochałyśmy te zwierzęta z zupełnie innej strony nie mając pojęcia, jak wiele jest potrzebujących królików i o tym że w ogóle takiej pomocy potrzebują. Dopiero jak (jeszcze wtedy nieświadome) kupiłyśmy niestety tego królika w sklepie zoologicznym, zaczęłyśmy się bardziej interesować jakie on ma potrzeby, wymagania, czytać więcej na ich temat. I tak trafiłyśmy na stronę Stowarzyszenia Pomocy Królikom. Tam dopiero dowiedziałyśmy się, że to nie jest tak jakby się wydawało, że tylko psy i koty potrzebują pomocy, że tylko one są bezdomne, że tylko one są krzywdzone. Okazało się że również króliki, jak i inne mniejsze zwierzęta potrzebują naszego wsparcia. Zaangażowałyśmy się w pomaganie im, podejmowałyśmy pierwsze interwencje w sklepach zoologicznych czy w miejscach gdzie króliki były hodowane. W tym momencie ludzie zaczęli się do nas zgłaszać z różnych miejsc. Króliki przyjeżdżały z Torunia ale też z wielu innych miast. Były oddawane przez osoby prywatne lub trafiały do nas dzięki interwencjom. Z roku na rok przybywało ich do nas coraz więcej. Jest to gatunek odpowiadający nam pod każdym względem i ciężko właściwie powiedzieć dlaczego akurat królik. Po prostu poczułyśmy to, czujemy do dzisiaj i tak przy tych królikach faktycznie zostałyśmy. Aczkolwiek trafiają do nas różne zwierzęta np. świnki morskie, chomiki, szynszyle, w zeszłym roku zdarzyła się jedna lotopałanka. Jest to jednak na zasadzie krótkiego pobytu, gdyż staramy się je przekazywać odpowiednim organizacjom znającym się na danym gatunku zwierząt. Gdy jesteśmy na interwencji, bo pomocy potrzebują króliki, ale na miejscu są również inne zwierzęta, to też oczywiście je zabieramy. Nigdy nie zostawiamy zwierząt potrzebujących pomocy. Króliki są naszą pasją ale pomoc niesiemy wszystkim zwierzętom.

M.K: Wspomniałaś, że króliki trafiają do Was z interwencji lub są oddawane przez osoby prywatne, ale macie pod swoją opieką dziesiątki zwierząt. Skąd jeszcze do Was trafiają?

M.G.-K.: Każdy królik ma inną historię. Najwięcej trafia ich do nas z interwencji. Nie boimy się ich podejmować. To jest też coś co nas wyróżnia. Nie szukamy interwencji polegającej na tym, że zabieramy króliki i jest po kłopocie. Robimy je w miejscach, gdzie ta pomoc jest faktycznie bardzo potrzebna. Nawet jeśli sytuacja jest trudna i ciężka również pod kątem prawnym, bo nie zawsze właściciel chce się zrzec królika, ale to nie powoduje że odmówimy mu pomocy i zostawimy w miejscu gdzie dzieje mu się krzywda. Po interwencjach trafia do nas od razu kilka, kilkadziesiąt, a nawet kilkaset królików! Była taka interwencja, w wyniku której przyjęliśmy na raz 123 króliki i było to naprawdę ogromne wyzwanie, ale nie widzieliśmy innego wyjścia. Trzeba było im pomóc. Działania interwencyjne podejmujemy w różnych miejscach. W gospodarstwach agroturystycznych, pseudohodowlach, prywatnych mieszkaniach. Warunki w jakich one przebywają są koszmarne, co udaje nam się udowadniać przed sądem i doprowadzać do konsekwencji prawnych. Nie może być tak, że ktoś robi zwierzętom krzywdę, a one są mu tylko odebrane i właściwie za dwa miesiące może je mieć znowu. Taka osoba musi być pociągnięta do odpowiedzialności. Oczywiście, że udaje się to z różnym skutkiem, ale to już nie zależy od nas. Nie zawsze udaje się uzyskać pomoc od innych instytucji państwowych i nie zawsze ta sprawiedliwość jest, ale mimo wszystko się staramy i żadnej sprawy nie pozostawiamy samej sobie.

Z innych miejsc to przede wszystkim króliki oddawane przez opiekunów. Z różnych przyczyn. Jest ich całe mnóstwo i niestety nie wszystkie są słuszne czy prawdziwe. Mówiąc wprost – ludzie często idą na łatwiznę. Chcą po prostu gdzieś wyjechać lub mają delikatne objawy alergii. Albo nawet wcale tej alergii nie mają, ale z jakiegoś powodu chcą się zwyczajnie pozbyć swojego zwierzaka i wtedy wymyślają najróżniejsze powody. Oczywiście zdarzają się sytuacje uzasadnione i po reakcji opiekuna widać, że on mocno to przeżywa. Najczęściej jednak ludzie nie mają skrupułów i oddają króliki przysłowiową lekką ręką, nie przejmując się co się z nimi dalej stanie. Najlepiej jest gdy trafiają one bezpośrednio do nas, gdzie od razu zostają otoczone odpowiednią opieką. Niestety bardzo dużo jest przypadków gdy znajdowane są w lesie, parku, na śmietniku. W takim wypadku nie ma wytłumaczenia. Nawet jeśli ktoś miał ważny powód by oddać królika, to nie ma żadnego usprawiedliwienia, by go wyrzucić czy porzucić w miejscu, gdzie jest skazany na śmierć. Bo nie ma czegoś takiego, że królik udomowiony poradzi sobie w naturze. Niektórzy chcą uszczęśliwić swojego królika i twierdzą, że jest on szczęśliwszy w lesie czy parku niż w domu. Należy jednak pamiętać, że jest to królik udomowiony, pozbawiony instynktu przetrwania i nie przetrwa on nawet jednej doby. Dlatego, jeśli już ktoś ma jakikolwiek powód, to niech odda tego królika do fundacji czy innej organizacji zajmującej się zwierzętami. Dobrze jednak, żeby była to już absolutna konieczność, bo z wieloma nawet podbramkowymi sytuacjami można sobie poradzić. Często podawanym powodem jest alergia, ale ważne jest by ją dobrze zdiagnozować bo czasem jest to alergia na pyłki, kurz czy cokolwiek innego ale lekarz  dowiadując się, że mamy królika od razu obstawia, że to on jest alergenem. A nawet jeśli po odpowiednich badaniach okaże się, że faktycznie tak jest to alergię też da się leczyć.
Ostatnio miałyśmy sytuację, gdzie ktoś co prawda przyniósł królika do schroniska, ale wsadził go do worka na ziemniaki i zostawił pod wiatą gdzie znajdują się różne rzeczy, np. dary przynoszone przez ludzi do schroniska czy też makulatura którą wyrzucamy. Tylko dzięki czujności pracownika schroniska udało się tego królika znaleźć, a przecież mogły mu się przydarzyć naprawdę różne rzeczy. Ludzie boją, że jeśli oddadzą zwierzę to spotkają ich konsekwencje, ale tak nie jest. Dlatego bardzo prosimy, by przynosić króliki do nas do biura zamiast je podrzucać.
Przy okazji chciałabym zaapelować, by już dziś przemyśleć i zaplanować co zrobimy z królikiem w okresie wakacji i poszukać kogoś kto się nim zaopiekuje.

M.K. : Mówisz o królikach kupionych być może bez wcześniejszego przemyślenia. Już po zakupie okazuje się, że z takiego czy innego powodu była to zła decyzja i królik zostaje oddany. Ale wydawać by się mogło, że jeśli ktoś decyduje się na adopcję jest bardziej świadomy z czym się wiąże posiadanie takiego właśnie zwierzęcia. A  jednak przykład Dożynki która niedawno wróciła z adopcji i to w opłakanym stanie pokazuje, że ludzie nawet na adopcję bywają nie do końca przygotowani. Dlatego muszę zadać być może oczywiste pytanie, ale powiedz proszę z czym się wiąże adopcja królika. Na co się przygotować i co powinno się wziąć pod uwagę podejmując taką decyzję.

M.G.-K. : Nigdy nie da się tego w stu procentach przewidzieć. Ani opiekun nie jest w stanie całkowicie przewidzieć co go czeka po adopcji, ani my czy dana osoba nadaje się by zostać opiekunem. Są oczywiście formularze przedadopcyjne, wizyty u potencjalnych adoptujących oraz umowa adopcyjna do podpisania. Staramy się wybierać opiekunów najbardziej odpowiedzialnych i kandydaci często sprawiają takie właśnie wrażenie. Ale ostatni przypadek pokazuje, że nigdy nie możemy być całkowicie pewni tych decyzji. Adopcja Dożynki nie odbyła się z dnia na dzień. Ta osoba czekała na nią trzy miesiące, więc czas na zastanowienie się i przygotowanie do adopcji był. Przeważnie adopcje trwają krócej. A jednak się okazało, że ten chciany i wyczekany królik nie spełnił oczekiwań. To jest też jeden z najczęstszych powodów oddawania królików, czy to kupionych czy adoptowanych. Ktoś ma inne wyobrażenie o tym, jaki ten królik będzie, niż jaki faktycznie jest. W tym przypadku okazał się on zbyt absorbujący. A króliki, zwłaszcza te bardziej odważne, są dość absorbujące. Osoba adoptująca Dożynkę doskonale wiedziała jakim jest ona królikiem i sama ją sobie wybrała. Nie jest tak, że my komuś narzucamy którego ma adoptować. Doradzamy jedynie jaki królik pasowałby do danej rodziny. To zawsze musimy brać pod uwagę bo bywa i tak, że nie każdy wybrany przez kogoś królik ze strony adopcyjnej będzie mógł do niego trafić. Jeśli zgłasza się do nas osoba już posiadająca swojego królika, radzimy by ten, którego adoptują był przeciwnej płci, bo zwiększa to szansę na zaprzyjaźnienie się obu królików. W przypadku Dożynki okazało się, że rezydent był faworyzowany a ona była ta zła. Często się niestety zdarza, że ludzie tego swojego pierwszego królika traktują jako lepszego niż ten adopcyjny. Zwierzęta do adopcji odbierane są jako trudne czy nawet zepsute. Ludzie boją się adopcji ze schronisk, bo uważają że takie zwierzaki są nie wiadomo skąd i na pewno są chore, niegrzeczne, niewychowane czy nawet głupie. Nie ma czegoś takiego! Często zwierzęta będące w domu od wielu lat są bardziej rozpieszczone i skomplikowane niż te adopcyjne. Trzeba być przygotowanym na to, że sytuacje problemowe czy to z zachowaniem czy zdrowiem mogą się pojawić, jak to u żywej istoty. Najważniejsze żeby być tego świadomym i to akceptować. Akceptacja jest ważna zwłaszcza w przypadku adopcji królika, bo jest zwierzęciem specyficznym o naturze kota. Trzeba zaakceptować, że przytulają się wtedy kiedy mają na to ochotę, podgryzają różne rzeczy, robią dużo bobków (nie zawsze do kuwety). Ważne jest również by przy wyborze królika nie kierować się wyglądem, a charakterem.

 

M.K.: Mówiłaś już, że jeśli ktoś decyduje się oddać królika może to u Was zrobić bez żadnych konsekwencji. Ale ta sama zasada dotyczy także domów adopcyjnych, prawda? Jeśli ktoś adoptuje od Was królika ale nie radzi sobie, to zawsze może poprosić o pomoc lub w ostateczności nawet Wam go oddać?

M.G.-K. : Tak. To jest nawet warunek adopcji zapisany w umowie. Jeśli właściciel nie będzie mógł czy chciał dłużej zajmować się adoptowanym od nas królikiem to MUSI go zwrócić do nas. Nie może on być sprzedany ani podarowany osobom trzecim. Była sytuacja, że Pan wystawił królika na OLX zamiast oddać, bo jak stwierdził „nie chciał robić nam problemu”, ale to nie o to chodzi. My musimy wiedzieć co dzieje się z naszym podopiecznym. Nawet jeśli coś dzieje się nie tak, to zawsze staramy się pomóc, tylko musimy wiedzieć że taka pomoc jest potrzebna. Mamy już ponad tysiąc królików w nowych domach i niemożliwe jest utrzymywanie stałego kontaktu z każdym z nich. Dlatego jeśli cokolwiek się dzieje i jest potrzebne nasze działanie prosimy by właściciel skontaktował się z nami.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Natalia Grabowska – nowa gwiazda na krakowskiej scenie tatuażu.

M.K. : Na koniec przejdźmy do spraw przyjemniejszych. Jesteście już całkiem sporą i prężnie działającą organizacją, ale kolejny rozdział zapowiada się naprawdę spektakularnie. Planujecie stworzyć pierwszy na świecie Dom Królika. Opowiedz proszę o tym przedsięwzięciu.

M.G.-K. : Faktycznie jest to kolejny etap naszej działalności i duży krok do przodu dla nas i dla naszych podopiecznych. Jesteśmy w trakcie realizowania tych planów i na szczęście wszystko zmierza w dobrą stronę. Jednak bez pomocy darczyńców się nie obędzie, bo nie jesteśmy w stanie sami sobie poradzić z tak dużym przedsięwzięciem. Dom Królika ma być kontynuacją Azylu. Wiemy, że jego działalność się sprawdza. Jest potrzebna i doceniana. Mamy coraz więcej sympatyków, wolontariuszy, darczyńców, ale też coraz więcej podopiecznych. Decyzja o przeniesieniu nie do końca jest zależna od nas. Podyktowana jest nie tylko rosnącą liczbą zgłaszanych nam królików w potrzebie, ale też różnymi zawirowaniami związanym z przetargiem , który się odbywał kilka miesięcy temu i prawdopodobieństwem, że za jakiś czas zmieni się zarząd schroniska i całe to miejsce. Może się okazać, że nagle nie będziemy mogli się tu czuć tak bezpiecznie jak dzisiaj. Co więcej, za chwilę będzie przebiegała pod naszym Azylem droga na tymczasowy most przebiegający przez Wisłę i cały ruch będzie się odbywał właśnie pod naszym schroniskiem. Nie będzie już możliwości, by wypuszczać króliki na wybieg na zewnątrz. W samym Azylu też nie będzie można funkcjonować, , przeprowadzać rozmów adopcyjnych czy spotkań. Za kilka miesięcy nasza działalność zostanie sparaliżowana, a my nie chcemy jej kończyć ani nawet przerywać, bo króliki nie poczekają. One potrzebują pomocy cały rok, postanowiliśmy więc znaleźć miejsce, w którym będziemy mogli to dalej prowadzić na takich samych zasadach. Musimy mieć odpowiednią ilość miejsca dla królików, musimy mieć wybieg, gdzie te zwierzęta będą się czuły bezpiecznie i będą miały swoją przestrzeń, i musi to być coś co już będziemy mieli na wiele lat. Taką właśnie możliwość stworzy nam Dom Królika. Jest to nieruchomość, którą postanowiłyśmy kupić na własność. Dom będzie własnością fundacji, a nie prywatnej osoby, co jest ważne dla darczyńców i wspierających nas osób. Byliśmy zmuszeni podjąć taką decyzję, ponieważ żaden właściciel nie zgodzi się wynająć swojego budynku, by mieszkała w nim setka zwierząt.

M.K. : Macie już kupioną nieruchomość czy dopiero na nią zbieracie?

M.K.-G. : Na razie mamy umowę przedwstępną. Nieruchomość jest zarezerwowana dla nas i  jesteśmy w trakcie zbierania na nią funduszy. Mamy uruchomione różne zbiórki na pomagam.pl, na Facebooku, można nas również wspierać dokonując darowizn bezpośrednio na konto. Do końca maja mamy termin by wykupić nieruchomość i zbliża się on nieubłaganie. Mamy na szczęście możliwość pożyczenia tych pieniędzy od osób prywatnych i prawdopodobnie będziemy musieli z niej skorzystać, ponieważ nie uzbieraliśmy jeszcze całej kwoty. Pożyczone pieniądze musimy oddać w przeciągu trzech lat. Jeśli w tym czasie nie uda się zebrać pieniędzy niestety będziemy musieli sprzedać dom. Jesteśmy jednak dobrej myśli i liczymy, że wszystko się uda.
Nowe miejsce będzie się różniło od Azylu tym, że będzie można tam przyjechać i przenocować, bo jest to prawdziwy dom wraz z budynkiem gospodarczym i garażem.

M.K.: Czy za nocleg będą pobierane opłaty?

M.K.-G.: Nie prowadzimy działalności gospodarczej więc nie możemy czegoś takiego robić. Jeśli odwiedzający nas goście będą chcieli, mogą np. pomóc nam w dyżurze, który odbywa się codziennie lub całkowicie dobrowolną darowizną. Zapraszamy wszystkich chętnych do odwiedzania nas już po przeprowadzce. W nowym miejscu będzie ciszej i bardziej kameralnie, choć znajduje się ono w centrum miasta tak by każdy miał tam łatwy dojazd. Lokalizacja była ważnym kryterium przy wyborze nieruchomości. Kierowaliśmy się nią ponieważ każdy wolontariusz czy potencjalny dom tymczasowy lub stały musi mieć możliwość dojechać do nas bez przeszkód. Nie bez znaczenia jest też bliskość naszego weterynarza, do którego jeździmy nawet kilka razy w tygodniu. Cena również jest przystępna jak na tak zlokalizowaną nieruchomość. Bardzo liczymy, że wszystko się uda dlatego poproszę o wsparcie, bo pożyczka nie rozwiązuje sprawy. Tak czy inaczej musimy ją spłacić, a zależy nam by zapewnić jak najlepsze warunki naszym podopiecznym. By to się mogło udać potrzebna jest pomoc wszystkich, którzy nam kibicują i nas wspierają.

M.K.: Mam jeszcze pytanie odnośnie pomocy. Poza finansową, która jest oczywista i bardzo jej potrzebujecie, to w jaki jeszcze sposób można Was wspierać?

M.G.-K.: Przede wszystkim potrzebujemy pomocy tu na miejscu. Potrzebujemy wolontariuszy, którzy będą przychodzili na dyżury, ale podejdą do tego naprawdę odpowiedzialnie. Tu nie chodzi tylko o to, żeby posiedzieć z królikami i je pogłaskać, ale też fizycznie popracować. Dyżury odbywają się codziennie po kilka godzin. Oczywiście nie chodzi o to, żeby ktoś przychodził każdego dnia i sprzątał przez kilka godzin. Ale chociaż raz na jakiś czas, jeśli poświęci nam kilka godzin będzie to duże odciążenie. Dyżur polega na sprzątaniu klatek, karmieniu królików, wynoszeniu śmieci itp. Typowa fizyczna praca, która musi się codziennie odbywać, żeby te zwierzęta miały zapewnione wszystko czego potrzebują.
Do wolontariatu zachęcamy osoby powyżej 15 roku życia. Chętni mogą się do nas zgłaszać bezpośrednio. Organizujemy dla nich spotkanie, na którym wszystko wyjaśniamy i przygotowujemy do pierwszego dyżuru, który odbywa się w towarzystwie osoby bardziej doświadczonej.
Inną formą jest wsparcie rzeczowe, czyli zakup ziół, siana, pelletu, podkładów higienicznych. Są to rzeczy które miesięcznie zużywamy w tonach! Zioła można kupować również za pośrednictwem sklepów internetowych. Przydadzą się nawet takie rzeczy jak ręczniki papierowe czy ocet. Na naszej stronie internetowej umieszczamy wszystkie informacje o tym jakiego wsparcia nam potrzeba. Znaleźć tam można również nasz numer konta oraz adres.

M.K.: Z mojej strony to już wszystko, ale może jest coś co chciałabyś jeszcze przekazać naszym czytelnikom?

M.G.-K.: Bądźcie z nami!

M.K.: I pomagajcie!

M.G.-K.: Tak jest!

 

Nie wiesz, jak ruszyć z biznesem? Dowiedz się!