Śladami polskich himalaistów – wywiad z Bernadette McDonald

0
789
źródło: pexels.com

Magia złotego wieku się skończyła. odeszła razem z wieloma wspaniałymi wspinaczami. ich dziedzictwo i magia tamtych czasów pozostają w zimnym rozrzedzonym powietrzu najwyższych szczytów świata, niedostępnych dla tych, którzy nie chcą piąć się tak wysoko, podejmować ryzyka, dążyć do wielkości.

dziedzictwo czeka na śmiałków.

~Bernadette McDonald „Ucieczka na szczyt”

 

Na próżno czekałam, aby ktoś opisał ich historię. Nie potrafię należycie podziękować polskim wspinaczom oraz ich rodzinom wspierającym mnie tak bardzo przez ten długi i ciekawy okres. Ich entuzjazm i hojność całkowicie mnie zaskoczyły. Dzięki ich spisanym relacjom, listom, fotografiom, księgozbiorom oraz niezliczonym godzinom, które spędzili ze mną przy kuchennym stole, rozmawiając przez telefon czy wymieniając e-maile, powstała książka.

For English version click HERE.


Zofia Kajca
: Jak wygląda Twój proces zbierania informacji? W jaki sposób zaznajamiasz się z postaciami, o których będziesz pisać?

Bernadette McDonald: Kiedy mówimy o biografii, podstawowa sprawa, to dokładnie zorientować się, czym dana osoba się zajmuje, bądź czego dokonała. Ja zazwyczaj to wiem na wstępie i z tego wynika moje zainteresowanie. Próbuję wygrzebać każdą wzmiankę na jej temat, każdy artykuł. Słowem wszystko, co zostało o niej napisane lub powiedziane. To zazwyczaj jest bardzo odkrywcze. Nawet kiedy wydaje nam się, że dużo już wiemy. Żeby napisać biografię, muszę jak najlepiej poznać swojego bohatera. To oznacza długie dni rozmów. Może nawet nie wywiadów, ale zwykłych, ludzkich rozmów o wszystkim i o niczym. Nie wyłączając społeczeństwa, polityki, religii itd.

ZK: Próbujesz uczestniczyć w życiu codziennym osoby, o której piszesz?

BM: Tak, oczywiście! Jeśli tylko jest to możliwe. Wspólne spędzanie czasu dostarcza bardzo dużo cennych informacji. Spacery, wypady w góry, wspinaczka, wspólne posiłki, ich przygotowywanie… zwykłe rzeczy. To doskonała okazja do lepszego poznania.

 

Bernadette McDonald opowiada o swojej fascynacji polskimi wspinaczami 
na 16. Krakowskim Festiwalu Górskim - przeczytaj TUTAJ.

 

ZK: Czytałam Twoją książkę Ucieczka na szczyt” opowiadającą o losach wybitnych polskich himalaistów. Bardzo podobało mi się, jak dokładnie starasz się oddać rys polityczny, historyczny i społeczny tamtych czasów. Próbujesz wniknąć w kontekst i ująć jak najwięcej czynników, które miały wpływ na rozwój naszych wspinaczy. Czego w swoich książkach nie ujmujesz? Jakie elementy pomijasz?

BM: Staram się nie uwzględniać prywatnych spraw bohaterów, które niekoniecznie miały duży wpływ na kształtowanie ich życia. Na przykład przelotne romanse, które oczywiście mają miejsce. Zazwyczaj jednak nie stanowią o postaci, a nagłośnione mogłyby stać się dla niej bardzo krzywdzące. Wielu ludzi dziwi się, że o tym nie piszę, ale wolę pozostać wierna swojemu przekonaniu, że nie jest to ani koniecznie, ani potrzebne.

ZK: Uważasz to za zbyt intymne?

BM: Nie tyle intymne, ile zbędne. To jedynie niepotrzebne plotkowanie. Wyłącznie po to, żeby zwiększyć sprzedaż pozycji. Nie chcę w ten sposób zarabiać na swoich książkach.

ZK: A czy masz poczucie, że rozumiesz swoich bohaterów? Mówiąc o himalaistach, wspinaczach (na przykład o Wandzie Rutkiewicz lub Wojtku Kurtyce), zawsze podkreślasz, że to były niezwykłe i skomplikowane osoby. Trudne charaktery. Miałaś okazję poznać ich osobiście.

BM: W przypadku Wandy, niestety nie mogę powiedzieć, że zdołałam ją zrozumieć. Tak naprawdę, spędziłam z nią tylko jeden wieczór. Później korespondowałyśmy nieco. To była pobieżna znajomość. Chociaż byłam nią absolutnie zafascynowana, nie udało mi się dotrzeć do jej złożonej osobowości. Żałuję, że nie zdążyłam. Odnoszę wrażenie, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić. W przypadku pozostałych bohaterów…starałam się drążyć najgłębiej, jak się da. W końcu o to chodzi. Biografia to studium charakteru. A ja mogę brnąć tak daleko, jak dalece moja postać mi pozwoli. Każdy ma swoje własne granice i ustala je osobno w stosunku do ludzi, z którymi wchodzi w interakcje. Kiedy jednak uda nam się zbliżyć, a ja będę dobrym słuchaczem, istnieje spora szansa, że człowiek się otworzy. Przecież każdy lubi o sobie opowiadać, nieprawdaż? A jak bardzo intymna, otwarta relacja to będzie, ostatecznie zawsze zależy od mojego bohatera.

ZK: Co daje Ci najwięcej satysfakcji w pracy, którą wykonujesz?

BM: Sam fakt, że ludzie, o których piszę, są wyjątkowi. Przyznam, że za każdym razem czuję dreszczyk podniecenia, kiedy zaczynam nową książkę, dzięki której mogę poznać kolejną interesującą osobę. Okazja do przebywania z ludźmi, których darzy się ogromnym podziwem, jest niezwykle emocjonująca. To pewien przywilej. Inną kwestią jest sam proces pisania książki. Uwielbiam to przepisywanie na okrągło! Mam świadomość, że większość pisarzy tego nie znosi! Dla mnie to sama przyjemność. Robisz zarys. Zostawiasz go na trochę. Potem wracasz i rodzi się coś nowego. Przepisujesz, rozwijasz, zmieniasz. Akcja się zagęszcza, a tekst skraca (śmiech). Może ta sympatia wynika z moich korzeni edytorskich?

ZK: Bernadette, piszesz o himalaistach, którym non stop zadawane są pytania: po co to robią, dlaczego ryzykują życie, poświęcają rodziny… Znasz na nie odpowiedź? Co jest tym zapalnikiem? Co nimi powoduje?

BM: Odpowiedź będzie odmienna dla każdego. Wojtek Kurtyka, on każdą ścianę przeżywał wewnętrznie. Patrzył na to z perspektywy estetycznej.

ZK: Góry i skały stanowiły jego filozofię życia.

BM: Dokładnie tak. W nich odnajdywał najczystszą formę filozofii, którą uprawiał. Kimś innym mogą powodować bardziej zewnętrzne pobudki. Fizyczne, powiedziałabym. Pragną sprawdzić swoją wytrzymałość, możliwości. Jeszcze inni będą chcieli podbudować w ten sposób swoje ego- takich też nie brakuje. Widzisz więc, tych powodów jest całe mnóstwo. To bardzo indywidualna kwestia. Nie podejmuję się udzielenia jednoznacznej odpowiedzi.

ZK: To może, żeby teraz było łatwiej, zapytam od strony technicznej. Co jest najważniejsze w procesie pisania biografii, książek dokumentujących czyjeś osiągnięcia? Gdybyś miała dać wskazówkę przyszłym autorom…

BM: Pierwsza, podstawowa, to dobrze się przygotować. Zrobić jak największe rozeznanie w temacie, zanim się usiądzie z bohaterem twarzą w twarz. Także dawać rozmówcom tzw. martwą przestrzeń. Poczekać na dopełnienie ich wypowiedzi. Co jest jednak najważniejsze umieć słuchać. Większość ludzi, wydaje mi się, jest przyzwyczajona do bycia słuchanym, a trudniej przychodzi im to w drugą stronę. Kiedy nauczymy się prawdziwie słuchać, zaczną się dziać rzeczy niesamowite!

ZK: Pozostawmy tu martwą przestrzeń, aby każdy dopełnił ją we własnym zakresie. Bernadette, dziękuję za rozmowę.

BM: Sama przyjemność.

 

Bernadette McDonald — pisarka kanadyjskiego pochodzenia, autorka kilku pozycji non-fiction, m.in. „Tomaž Humar” (2008), „Strażniczka gór” (2012), „Kurtyka. Sztuka wolności” (2017). Przez 20 lat pracowała jako dyrektor Banff Mountain Festival. Jej życie oraz twórczość pisarska skupione są wokół gór i wspinaczki. Zafascynowana dorobkiem polskich himalaistów z okresu PRL, którym poświęciła jedną ze swoich książek — „Ucieczka na szczyt”(2012). W tym roku była gościem 16. Krakowskiego Festiwalu Górskiego (28 XI – 02 XII 2018), gdzie opowiedziała o swoich spotkaniach z wybitnymi polskimi wspinaczami.

 

 

Nie wiesz, jak ruszyć z biznesem? Dowiedz się TUTAJ.

Co słychać we Wrocławiu? Przeczytaj na F7 Wrocław.