Wywiad z Pikes: to się samo dzieje

0
132
views

“Żaden z kawałków, który napisaliśmy, nie był stworzony z konkretnym planem: teraz będzie o tym i o tym. To emocje, które w nas siedzą i są uchwyceniem jakiegoś momentu” ~ Pikes.

Z wrocławskim zespołem Pikes o ich debiutanckiej płycie, wspomnieniach i planach na przyszłość rozmawiał Kamil Kuchta.

Skąd ta miłość do lat dziewięćdziesiątych ?

Antoni: Kiedy powstał pomysł na tytuł EP-ki: „We are hungry for the love from 90s that we don’t remember”, pracowaliśmy akurat nad jednym z utworów pod tytułem „90s”. Byliśmy więc w nastroju nostalgii za tymi czasami.

Ale przecież wy tych czasów nie pamiętacie!

Antoni: Bo to jest takie szerokie nawiązanie. Na lata 90-te przypadało nasze dzieciństwo i właśnie z tamtych czasów mamy najwcześniejsze wspomnienia. Być może nie pamiętamy konkretnych sytuacji, ale mamy w sobie te dziecinne emocje z tamtych czasów. Gdybyśmy urodzili się trochę później pewnie zrobilibyśmy EP-kę pod tytułem „We are hungry for the love from 2000’s that we don’t remember”. Tu chodzi o nostalgię do czasów, w których dla człowieka wszystko jest prostsze. Być może tak naprawdę życie nie różniło się wtedy tak bardzo od teraźniejszości, ale dla nas lata 90. to taki symbol niewinności i swobody.

To co, siadaliście na starej kanapie i puszczaliście sobie filmy ze starych kaset VHS?

Antoni: Nie musieliśmy. My tę nostalgię mieliśmy i dalej mamy w sobie. Czasami mam wrażenie, że moja młodość przypada na nie te czasy, na które powinna.

A co się zmieniło?

Mateusz: Mam takie przeświadczenie, że kiedyś było prościej. Może nie lepiej pod wszystkimi względami, ale wszystko było jakieś łatwiejsze. Nie było mediów społecznościowych, a życie towarzyskie toczyło się w bardziej naturalny sposób. Lata 90. w Polsce to był taki okres nadziei. Po upadku komunizmu ludzie doceniali bardzo tę wolność, ale też czuli wciąż dużą wspólnotę. Teraz ludzie w naszym wieku nie są do końca świadomi tego, że coś nam ucieka. A może się tym nie przejmują? Nie wiem.

Chcecie więc o tym przypomnieć…

Mateusz: Nie, żaden z kawałków, który napisaliśmy, nie był stworzony z konkretnym planem: teraz będzie o tym i o tym. To są emocje, które w nas siedzą i uchwyceniem jakiegoś momentu. Dla przykładu „Fish”, nasz pierwszy utwór, który nie znalazł się na płycie, ale zagraliśmy go na antenie Radia Opole, powstał w dniu, w którym się poznaliśmy. To była prosta historia: w pewnym momencie Mączysko po prostu zaczął śpiewać do akwarium z rybką…

 

A jak powstały utwory z EP-ki?

Antoni: „Hunger” powstało w starej salce w budynku starych zakładów przetwórstwa miedziowego. Piliśmy wino w starej sali, która była pozostałością po zakładowej stołówce. Kiedyś stołowały się tu setki pracowników. Dzisiaj zostały tam tylko obdrapane ściany i dwa zlewy: jeden służy za toaletę, a drugi za popielniczkę.

Do tej piosenki powstał ostatnio teledysk.

Mateusz: Tak, przygotował go nasz kolega Dominik Czaczyk, który studiuje w nowojorskiej filmówce. Dominik znał ten utwór od dłuższego czasu. Nie narzucaliśmy mu własnych pomysłów. Sam zinterpretował tekst i napisał scenariusz. Dlatego nasze wyobrażenie o tym kawałku nie pokrywa się zupełnie z tym, co jest w teledysku, ale być może Dominik po prostu wyszedł poza schemat naszego myślenia i dzięki temu teledysk spodoba się szerszej publice. Za to teledysk do „Love” nakręcono w formacie mini DV. Takie małe, ręczne kamery były bardzo popularne pod koniec lat 90-tych. Jeździło się z nimi na wakacje, kręciło rodzinne imprezy…

I to właśnie „Love” bardziej zapada w pamięć.

Antoni: „Love” powstało nietypowo jak na nas. Wymyślił je Mateusz, sam na sam z kartką i długopisem. Ja wtedy pracowałem w Belgii jako ogrodnik i on wysłał mi ten kawałek. Od razu wiedziałem, że to hiciorek. Byłem strasznie zajarany!

A co sądzi o nim sam autor?

Mateusz: Love to był bardzo intymny kawałek. O rozrastaniu z dziewczyną. Niewiele mam takich utworów w życiu, które były tak prawdziwe i takie mocne.

Dość uniwersalny temat.

Mateusz: No tak, historia jest bardzo klasyczna, ale myślę, że to w muzyce jest dużo świeżości… i przypadku. Czytałem ostatnio biografię Milesa Davisa i znalazłem tam takie stwierdzenie, że najważniejsze rzeczy dzieją się w życiu przez przypadek. I to jest totalnie prawda, bo zobacz- masz swoje życie i ono ma swój, nazwijmy to, kolor. No i to nie musi być tak, że tworzysz coś z konkretnym pomysłem, ale raczej siadasz i to coś się samo dzieje, przychodzą do ciebie duchy. Jak tworzyłem Love” to błądziłem po omacku. Dla przykładu bawiłem się transponowaniem dźwięków o oktawę i nagle okazało się, że niektóre z nich nadają się idealnie.

I to właśnie one sprawiają, że utwory z waszej EP-ki są takie niestandardowe. Zresztą tak, jak okładka płyty. Kto ją wymyślił?

Antoni: Pamiętam dokładnie, kiedy na to wpadłem. Byliśmy w okolicy placu Strzegomskiego i myśleliśmy o okładce. I wtedy zobaczyłem stary zakład, na którego podwórku stały ciężarówki. Pomyślałem: A jakbyśmy zrobili sobie zdjęcie na okładkę, siedząc w koparce? Potem doszła jeszcze piana i drinki. Nie potrafię Ci podać prawidłowej interpretacji tego zdjęcia. Ta kompozycja po prostu do mnie przemawia i według mnie pasuje do muzyki. I tu się zaczyna najśmieszniejsza część. Wynajęliśmy koparkę od dwóch napakowanych gości. Kiedy przyjechaliśmy goście stali koło swojego czarnego BMW. Byli mocno zaskoczeni. Koledzy mówili im, że jakieś świry dzwoniły i chciały kąpać się w ich koparce, ale trudno im było w to uwierzyć na słowo…

A piana skąd?

Antoni: Stworzyłem do tego specjalną maszynę! Zainspirowałem się jakąś 7-letnią youtuberką, która zrobiła poradnik jak zrobić dużo piany (śmiech). W swoim filmiku wzięła butelkę, nałożyła na nią skarpetę, w którą wmasowała płyn do naczyń z wodą i dmuchała w butelkę. Ale okazało się, że potrzebujemy czegoś na większą skalę. Użyliśmy więc butelki 5-litrowej, koszulki i odkurzacza…

No dobrze, jest fajnie, jest zabawnie, ale jest też jakiś plan na przyszłość? Chcecie zostać jednym z tych zespołów robiących cotygodniowe jam session w pubach, czy porwiecie się w końcu na wielki coming out?

Mateusz: Dopóki nie poszerzymy składu, nie ma o czym mówić. Nagrywanie różnych przeszkadzajek, garnków, szklanek jest super, ale…

No, ale przecież te nietypowe, ciekawie zmontowane dźwięki są charakterystyczną częścią Pikes!

Antoni: Tak, ale to nie wypala na koncercie. Gdy gramy na żywo nie da się zagrać dziesięciu partii jednocześnie. A chcemy grać na żywo z dwóch powodów: po pierwsze nikt w dzisiejszych czasach już płyt nie kupuje (poza kolekcjonerami), a po drugie…

Mateusz: Płytę kupcie! Dwadzieścia pięć zyko!

Antoni: Epkę! Tak, ale wracając do twojego pytania o coming out, to naszym marzeniem jest po pierwsze grać taką muzykę, żeby „ludzie mogli się spocić”, a po drugie, żeby stworzyć sobie szerszą publikę. Chciałbym utwierdzić się w przekonaniu, że jest więcej takich jak my i że w Polsce można robić taką muzykę. Że nie tylko rapem człowiek żyje…

A może uderzyć gdzieś poza Polskę?

Antoni: Cóż, na razie naszym największym marzeniem jest zagrać na Openerze. Tak, to by było wspaniałe. Jeśli udałoby nam się tam zagrać, to moglibyśmy startować też za granicą. Chyba że nagle wpadniemy na jakiś genialny pomysł albo ktoś się zaraz do nas odezwie (śmiech). Problem jednak w tym, że promocja w dzisiejszych czasach jest tak cholernie trudna, gdy nie masz zasobów… Takich zespołów jak my jest miliard…

A wy nie macie ochoty wybijać się wrzucaniem zdjęcia swojego śniadania na instastory…

Antoni: Przyznam, że nie jesteśmy najlepsi w instagramy. Ale jest jeszcze klasyczna ścieżka. Tylko to już nie są te czasy, kiedy wystarczyło grać zajebistą muzykę, żeby stać się sławnym. Teraz na rynku jest przesyt i jeżeli ktoś w ciebie nie zainwestuje, to nie masz szans… Ale będziemy szukać, niedługo grać też koncerty i może będziemy mieli farta.