Prace Banksy-ego na warszawskich Targach Sztuki Dostępnej. Maksymalna cena to 5000 zł.

0
471
views

Już 2 i 3 marca w warszawskim lokalu „Babka do wynajęcia” fani najsłynniejszego ulicznego awangardzisty będą mogli zakupić jego prace. Dzieła, które zostaną udostępnione licytującym pochodzą z lubelskiej Brain Damage Gallery. Na targach pojawią się także prace takich artystów jak Chazme, Paweł Ryżko, Obay czy Sainer.

Zawsze kiedy świat zaczyna zapominać, kim jest Banksy, artysta daje sobie znać nowym kontrowersyjnym pomysłem. Pod koniec zeszłego roku świat obiegły zdjęcia jego nowego graffiti na jednym z garaży w walijskim Port Talbot. Malunek znajdował się na dwóch ścianach w rogu budynku. Oglądany z jednej strony przedstawiał chłopca łapiącego na język płatki śniegu. Jednak patrząc na budynek z drugiej strony, zobaczymy beczkę buchającą ogniem i popiołem. To kolejny celny komentarz artysty dotyczący kondycji współczesnego świata.

Targi Sztuki Dostępnej odbędą się przy ul. Młocińskiej 5/7 w Warszawie.

Uliczna sztuka

Banksy zaczynał od graffiti. Jednak głośno o nim w świecie Street Art-u zrobiło się dopiero później, gdy zmienił technikę na słynne szablony. Pomysł miał wziąć się z nieprzyjemnej sytuacji, w której artysta kiedyś znalazł się podczas malowania graffiti – wraz z kolegami został nakryty na gorącym uczynku i podczas ucieczki musiał się schować pod jednym z wagonów kolejowych. Banksy, ukrywając się, spędził tam kilka godzin. Z nudów przyglądał się numerowi seryjnemu wagonu, który naniesiony był właśnie poprzez szablon.

View this post on Instagram

. . . . Season’s greetings . . .

A post shared by Banksy (@banksy) on

W jego sztuce ważna jest także przestrzeń. To właśnie dzięki umieszczaniu malunków w ryzykownych miejscach, a co za tym idzie, nadawaniu im kontrowersyjnego wydźwięku, Banksy został zauważony przez media. Dla przykładu w 2005 roku Banksy narysował człowieka pchającego wózek z zakupami w Muzeum Brytyjskim. Ilustracja na pierwszy rzut oka przypominała naskalne rysunki ludzi pierwotnych. Co ciekawe, kierownictwo muzeum, zamiast niszczyć rysunek, dodało go do swojej kolekcji. Innym nietypowym zabiegiem artystycznym była podmiana pięciuset płyt Paris Hilton. Zamiast nich Banksy zostawiał w sklepach płyty, na których nagrano remiksy tych piosenek. Największe kontrowersje wzbudziła jednak okładka, na której przedstawiono nagą Paris Hilton oraz umieszczone w środku zdjęcia piosenkarki, na których ta wysiada z luksusowego samochodu, w miejscu, gdzie śpią bezdomni. Zdjęcie posiadało również uszczypliwy podpis: „90% sukcesu to po prostu pokazywanie się”.

Kim jest Banksy?

Według The Guardian nazywa się Robert Banksy. Innego zdania są jednak dziennikarze, The Mail on Sunday. Ich zdaniem prawdziwym Banksym jest Robin Gunningham. Inni zaś twierdzą, że autentyczna tożsamość Robin Banksy. Są też tacy, którzy twierdzą, że artysta w ogóle nie istnieje, a jego postać jest tylko wizytówką grupy artystów. Do dziś nie udało się potwierdzić, kim jest Banksy, a co za tym idzie potwierdzić, które prace naprawdę należą do niego.

Nad tożsamością Banksy-ego głowią się nie tylko dziennikarze i fani, ale także brytyjscy naukowcy. Uczeni z londyńskiego Queen Mary University postanowili na jego przykładzie przetestować coraz bardziej popularną metodę profilowania geograficznego. Sprawdzili więc obszar, w którym znajdowano prace Banksy-ego i porównano z miejscami związanymi z Robinem Gunninghamem i innym podejrzanymi o bycie Banksym. Jeśli w przypadku któregoś z nich oba obszary nałożyłyby się na siebie, mogłoby to podwyższyć prawdopodobieństwo tych podejrzeń. Dlaczego? Ponieważ profilowanie geograficzne opiera się na wielokrotnie potwierdzonej teorii, że przestępstwa popełniamy zwykle blisko miejsca, w którym żyjemy.

Badacze przeszli więc do dzieła: zbadali 140 miejsc, w których aktywny był Banksy i porównali z aktywnością podejrzanych. Wyniki były zdumiewające. „Początkowo byłem przekonany, że będziemy w stanie wyróżnić 10 najbardziej prawdopodobnych podejrzanych i nie ujawnimy nazwiska żadnego z nich. Jednak szybko okazało się, że jest tylko jeden poważny podejrzany i wszyscy wiedzą, kto nim jest”. – mówił Steve Le Comber, jeden z uczonych, związany z projektem. Okazało się bowiem, że ślady prowadzą wprost do Robina Gunninghama.

Zanim jednak upubliczniono badania, na uczelni zjawili się prawnicy Banksy-ego, twierdząc, że wykorzystana metoda może zaszkodzić wizerunkowi artysty. Mimo to badacze opublikowali badania, które jednak nie spotkały się z ciepłym przyjęciem. Zarzucano im między innymi, że metoda profilerów geograficznych jest bardzo nieprecyzyjna, przez co nie udowadnia niczego. I tak Banksy znów schował się za kurtyną anonimowości.

Zdjęcie główne: pixabay.com