Mimo apeli naukowców Polski Związek Łowiecki i Główny Lekarz Weterynarii pod pretekstem rzekomej walki z afrykańskim pomorem świń szykują absolutną rzeź dzików na terenach Polski.

Nie każdy myśliwy chce to robić, uznając to za niezgodne z etyką łowiecką. Pomimo tego, że za zabicie dzika w ramach odstrzału sanitarnego (ale już nie „zwykłego” polowania) dostaje się ekwiwalent finansowy. Za roczną i dorosłą samicę 650 zł, za inne dziki, np. odyńce i warchlaki 300 zł. Co ciekawe, nikt tak naprawdę nie wie, ile w Polsce może żyć dzików. Na początku zeszłego roku nadleśnictwa oszacowały ich liczbę na 239 tysięcy. Wiadomo jednak, że te dane nijak się nie mają do rzeczywistości, bo w minionym sezonie łowieckim myśliwi zastrzelili ponad 320 tysięcy dzików. Nie mogli zabić ich więcej, niż było, zresztą co roku odstrzeliwują między 200 a 300 tysięcy tych zwierząt. Do końca lutego może zginąć nawet 210 tys. tych zwierząt. I rząd, i PZŁ pozostają głusi na argumenty naukowców, że eksterminacja dzików nie zapewni zwycięstwa z afrykańskim pomorem świń.

Polowanie na dziki w Polsce coraz bardziej przypomina eksterminację całego gatunku: można zabijać przez cały rok, również lochy w ciąży i warchlaki (młode).

Dołącz do nas również na F7Kraków! 

„Trzeba wyraźnie podkreślić, że w tej chwili nie ma naukowych badań, które pokazywałyby, jak zagęszczenia dzików korelują z szerzeniem się wirusa ASF” –pisali prof. Henryk Okarma i dr Katarzyna Bojarska z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w artykule „Jak polityka może wykończyć dzika” (magazyn „Brać łowiecka”, numer 08/2018). Dodali, że „priorytetowym działaniem mają się stać nie bezsensowne wybijanie dzików, tylko bioasekuracja (czyli w uproszczeniu ścisły reżim sanitarny hodowli świń) i rzeczywisty nadzór weterynaryjny nad nią”.

W Polsce to nie dziki są najistotniejszym czynnikiem szerzenia się afrykańskiego pomoru świń, tylko człowiek. (…) Trzeba wyraźnie podkreślić, że w tej chwili nie ma naukowych badań, które pokazywałyby, jak zagęszczenia dzików korelują z szerzeniem się wirusa ASF. Dotychczasowe dane z Polski dowodzą czegoś zupełnie odwrotnego: mimo redukcji dzików prowadzonej od pojawienia się u nas choroby co roku występuje coraz więcej przypadków ASF-u.

Najlepsze kinowe premiery stycznia. Przeczytaj na co warto się wybrać! 

Jeśli rzeź dzików dojdzie do skutku, przyroda poczuje to dotkliwie. Tutaj każde naruszenie równowagi ma konsekwencje. Dziki są głównymi padlinożercami, więc po ich wybiciu będziemy mieć więcej padliny w środowisku, a to z kolei może sprawić, że wzrośnie liczba innych amatorów padliny, takich jak jenoty czy lisy. Już ubiegłej jesieni w wielu rejonach kraju dzików było tak mało, że w lasach leżały tony żołędzi, zwyczajowo zjadane przez te zwierzęta. Naukowcy spodziewają się lawinowego wzrostu liczebności gryzoni leśnych wiosną i lepszej przeżywalności wielu organizmów korzystających z obfitości żołędzi. Nie wszystkie konsekwencje dadzą się przewidzieć. Jest ryzyko, że dojdzie do wzrostu liczebności zwierząt niekoniecznie pożądanych. A dziki być może będziemy niedługo oglądać tylko w ogrodach zoologicznych.

Wystąpienie ASF skutkuje przede wszystkim narażeniem państwa na ogromne straty finansowe, związane w pierwszej kolejności z całkowitym zablokowaniem możliwości eksportu świń lub wieprzowiny do państw trzecich, jak również z brakiem możliwości handlu zwierzętami oraz produktami pochodzenia zwierzęcego wewnątrz Unii Europejskiej – podkreśla Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zatem najważniejsze są zyski – nawet nie realne, a hipotetyczne – i w tym celu wybije się dziki niemal do nogi. Masakra rozpocznie się 12 stycznia.

Nie wiesz jak ruszyć z biznesem? Dowiedz się TUTAJ! 

Nie ma żadnego naukowego dowodu na to, że jakaś (malutka), liczba dzików gwarantuje, że ASF przestanie się rozwijać. Jest tylko jedna droga-bioasekuracja. Przerwanie transmisji między dzikami a świniami. Zmiana nawyków higienicznych rolników, wstrzymanie rzezi dzików, odejście od tradycyjnego chowu świń (przydomowego, zagrodowego). Wszystkie inne metody to tylko dręczenie zwierząt, polityczna gra, w której dyletanci bawią się z naturą. I wiemy, kto przegra. Co najciekawsze wirus AFS, który wraz z krwią bądź tkankami zwierząt chorych dostaje się do ziemi (piasku) jest aktywny przez wiele miesięcy. Jednak w glebie leśnej, z nieznanych jeszcze przyczyn- zdezaktywizuje się bardzo szybko, już w ciągu dwóch dni!

Nie ma sensu biologicznego, naukowego, moralnego w wymordowaniu populacji dzików w Polsce!
Zatrzymajmy tę rzeź!