Marina Abramović – TYLKO DLA DOROSŁYCH

0
327
views

Wejście na wystawę Mariny Abramović „Do Czysta”, w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej poprzedza tabliczka, zalecająca jej zwiedzanie tylko osobom pełnoletnim. Tak też zacznę ten artykuł – informując iż jest on TYLKO DLA DOROSŁYCH!

Jeśli Marina Abramović przyjeżdża do Polski – „wiedz, że coś się dzieje”. Krucjata Różańcowa za Ojczyznę o tym wie, dlatego zdecydowała się powitać artystkę organizując
w dniu wernisażu modlitewny protest „Za duszę Mariny Abramović i Polskę”. Prawie sto osób modliło się pod toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej o nawrócenie artystki
i zwiedzających oraz o ochronę Polski przed działaniem złego ducha. Nie pomogło. Antychryst wkroczył do miasta Ojca Rydzyka i to po czerwonym dywanie! Mimo starań Krucjaty, na otwarcie wystawy przybył prawdziwy tłum bezbożników nie bojących się
o swoją duszę.

Kim jest ta artystka, dla jednych będąca obiektem niemalże kultu, dla innych uosobieniem wszelkiego zła?
Sama siebie określa mianem „babcia performance’u”, bo przez ponad cztery dekady zgłębiała
i rozwijała tą dziedzinę sztuki, osiągając w niej absolutne mistrzostwo. Nie ma bardziej znanego artysty performatywnego niż Marina, a wobec jej sztuki nikt nie pozostaje obojętny. Jedni jej nienawidzą, inni wielbią ziemię po której stąpa. Choć artystka w swoim manifeście deklaruje, że „Artysta nie powinien robić z siebie idola”, to dla niej ten pociąg dawno już odjechał.

Trudno wzbudzać umiarkowane uczucia, zajmując się sztuką ekstremalną i sięgającą, a nawet przekraczającą wiele granic. Abramović nieustannie testowała jak daleko ona sama i jej publiczność są w stanie się posunąć. Odpowiedź jaką znalazła to – za daleko. Już eksperyment więzienny Philipa Zimbardo pokazał, że łatwo można pozbawić ludzi wszelkich hamulców, a sztuka Mariny tylko to potwierdziła. Jej performance musiały być przerywane nie tylko w trosce o jej zdrowie, ale nawet i życie! W wielu z nich samookaleczała się i była okaleczana przez publiczność. Dla nie rozumiejących jej muzeów to było zbyt wiele. Nie chciały jej u siebie gościć. Ale tak było na początkowym etapie kariery performerki.
Dziś muzea i galerie, biją się by móc u siebie gościć tę ikoniczną postać.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Candy Ink w Krakowie. Wywiad.

Centrum Sztuki Współczesnej z Torunia spotkał zaszczyt – Abramović przyjęła zaproszenie. Ósmego marca osobiście otworzyła retrospektywną wystawę zatytułowaną „Do Czysta”. Znalazło się na niej aż 120 prac z całego okresu jej kariery, począwszy od lat ‘60.
Rysunki, grafiki, instalacje zdjęcia no i przede wszystkim zapisy filmowe jej performace’ów. Na otwarciu wystawy kilka z nich zostało nawet odtworzonych.

Swoją przygodę ze sztuką artystka rozpoczęła studiując na Akademii Sztuk Pięknych
z Belgradzie, gdzie eksperymentowała z różnymi formami sztuki i dopiero szukała własnego środka wyrazu. Z tego młodzieńczego okresu pochodzą mało znane prace jak „Self-Portrait”, „Truck Accident” i „Clouds”. Obrazy te wraz z fotografiami i grafikami zobaczymy
w pierwszej sali, symbolizującej właśnie ten okres artystycznych poszukiwań. Jest to bardzo grzeczny i wręcz niepozorny wstęp do tego, co nas czeka już za rogiem. Tak jakby dawano nam jeszcze ostatnią szansę, by ocalić swoją duszę czyli zawrócić i wyjść.

Kto zdecyduje się iść dalej, trafi od razu w mrok. Dosłownie. W ciemnym, pomalowanym
na czarno pomieszczeniu, wiszą czarno-białe obrazy przedstawiające plamy krwi i nóż wbity pomiędzy pocięte palce. Z głośników słychać dźwięk wbijanego noża. Coraz szybciej
i szybciej. To RYTM 10. Pierwszy performance Mariny z 1973 roku, w którym zgłębia elementy rytuału i gestu. Wykorzystała w nim dwadzieścia noży i dwa dyktafony. Performance polegał na rosyjskiej grze – jak najszybszym wbijaniu noża między rozłożone palce jednej ręki. Za każdym razem, gdy Abramović się zacięła, sięgała po kolejny nóż.
Po dwudziestym skaleczeniu odtwarzała taśmę z dyktafonu, który rejestrował ten proces,
i słuchała nagranych dźwięków, jednocześnie odtwarzając „grę” tak, by ponownie zaciąć
się w tych samych miejscach, scalając przeszłość z teraźniejszością.

Tym performancem Marina wyznaczyła kierunek, którym miała podążać już przez całą swoją karierę. Ciało stało się jej narzędziem, niczym pędzel dla malarza Zrealizowany rok później RYTM 5, był pierwszym który zagroził jej życiu. Narysowała w nim dużą komunistyczną, pięcioramienną gwiazdę i ją podpaliła. Chodząc wokół niej obcinała kolejno paznokcie u rąk, nóg i włosy, wrzucając wszystko w ogień. Następnie sama w niego weszła i położyła się. Publiczność nawet nie zauważyła, gdy artystka straciła przytomność w skutek braku tlenu. Dopiero gdy płomienie zaczęły smagać jej nogę, a ona wciąż się nie ruszała jeden z widzów zauważył, że coś jest nie tak. Performance przerwano.

W RYTMie 10 Abramović okaleczała się. W RYTMie 5 niemal umarła. Trudno sobie wyobrazić, że można się posunąć jeszcze dalej. Można. Kolejne granice, kolejne tabu przełamał RYTM 0 z 1974 roku. Zrealizowany trzy lata po eksperymencie więziennym, potwierdził uzyskane w nim wnioski – bestia jest w każdym z nas! Sama performera odegrała tu pasywną rolę, rozwój wydarzeń całkowicie oddając w ręce publiczności. Na stole leżały siedemdziesiąt dwa przedmioty. Uczestnicy mogli użyć każdego z nich w dowolny sposób. Mogły zadawać ból lub dawać przyjemność. Róża, pióro, miód, bicz, oliwa, nożyczki, skalpel, broń i pojedynczy nabój – to niektóre z nich. Początkowo publiczność zachowywała dystans i ostrożność, jednak im dłużej trwał cały proces, tym dalej się posuwała. Ostatecznie w ciągu tych 6 godzin brzuch Mariny pokłuto kolcami róży, ubrania pocięto żyletką obnażając ją, pocięto jej skórę i zlizywano krew, dotykano w miejsca intymne, położono na stole rozchylając nogi i wsadzając między nie drewniany przedmiot, przystawiono jej do głowy naładowaną broń- wtedy to atmosfera zrobiła się naprawdę gorąca, a między uczestnikami wywiązała się bójka. Społeczne przyzwolenie, zbiorowa odpowiedzialność, brak konsekwencji i bierność ofiary wzbudzają w ludziach ich najgorsze instynkty do których istnienia w normalnych warunkach nie chcą się przyznać nawet przed samymi sobą. Gdy na zakończenie obiekt ich tortur, w końcu wykazał aktywność wstając i przechadzając się między nimi spoglądając im w oczy wszyscy uciekli w popłochu…

CZYTAJ RÓWNIEŻ: W Toruniu powstanie Dom Królika!

Seria RYTM jest tak ekstremalna, że UWALNIANIE wydaje się przy niej dziecinną zabawą. Dla artystki była ona swego rodzaju egzorcyzmem pozwalającym zerwać ze swoimi korzeniami. Do utraty sił powtarzała słowa, dźwięki i gesty, tańczyła do utraty sił, mówiła aż zabrakło jej słów, krzyczała do utraty głosu, uwalniając umysł i ciało od związków z danym miejscem. We „Freeing The Voice” krzyczała przez trzy godziny, wywrzaskując frustrację. Gdy zabrakło głosu, pojawiła się przestrzeń na katharsis i nowy początek.

Podobne oczyszczenie dało jej „Uwalnianie Ciała”. Tańczy w nim naga w rytm wybijany przez afrykańskiego bębniarza, z głową obwiązaną czarnym szalem. Tańczy tak do utraty sił.

Na retrospektywnej wystawie nie mogło też zabraknąć jednego z jej najbardziej znanych performance’ów. „Usta Tomasza”. Marina zjada w nim srebrną łyżką kilogram miodu, pije litr czerwonego wina z kryształowego kieliszka, po czym tłucze go prawą dłonią. Żyletką wycina sobie na brzuchu pięcioramienną gwiazdę, biczuje tak długo aż przestanie czuć ból
i kładzie na krzyżu ułożonym z brył lodu. Nad jej brzuchem wsi grzejnik Ciepłe powietrze przyspiesza krwawienie, ze świeżo wyciętej gwiazdy. Pozostała część jej ciała marznie coraz bardziej. Abramović leży tak przez trzydzieści minut, aż publiczność przerywa performance zdejmując ją z krzyża. Symbolizm tej pracy jest złożony. Artystka jest jednocześnie szamanką, ofiarą rytualną i męczennicą. Praca nawiązuje do rytuałów oczyszczenia i praktyki samobiczowania. Przedmiotem testu staje się też reakcja i postępowanie publiczności
w obliczu niepokojących zdarzeń.

Tej wystawy nie byłoby również bez prac wykonanych we współpracy z Ulay’em. Byłym partnerem Mariny w życiu i w sztuce. Jedną z nich były IMPONDERABILIA. Oboje stali wtedy nadzy w drzwiach wejściowych do muzeum. Zwiedzający chcąc wejść do muzeum musieli przecisnąć się między nimi, wybierając ku któremu z nich zwrócą się twarzą. Performance po 10 minutach przerwała policja.

„Wdech-Wydech”. Marina i Ulay klęczą przodem do siebie, przyciskając usta do ust. Nosy mają zatkane filtrami z papierosów. Wdychają i wydychają dwutlenek węgla.

„Jasny-Ciemny”. Marina i Ulay klęczą zwróceni ku sobie. Twarze oświetlają im dwie silne lampy. Na zmianę wymierzają sobie policzki, aż jedno z nich przestaje.

„Energia Spoczynkowa”. Jedna z najniebezpieczniejszych prac, bezpośrednio zagrażająca życiu Mariny. Ona trzymała łuk, Ulaj naciągniętą strzałę skierowaną grotem prosto w jej serce. Gdyby choć trochę omska mu się ręka zabiłby swoją partnerkę. Dodatkowo napięcie potęgowały dźwięki szybko bijących serc artystów, które publiczność mogła słyszeć dzięki mikrofonom przyczepionym do ich klatek piersiowych.

Ich spektakularna miłość skończyła się równie spektakularnie. Gdy byli parą dosłownie żyli sztuką. Mieszkali i podróżowali swoim Wanem (również do zobaczenia na wystawie). Razem żyli i tworzyli. Pożegnali się również za pomocą sztuki. Ich ostatnią pracą byli „Kochankowie”.  Performance miał miejsce na Wielkim Murze Chińskim. Według Chińskich legend, żyją pod nim ogromne smoki, których energia przechodzi na ludzi idących murem. Trzydziestego marca 1988r. (rok smoka) o godz. 10.47 Marina wyruszyła na zachód z Shanhaiguan, a Ulay na wschód z pustyni Gobi. Gdy po dziewięćdziesięciu dniach wędrówki spotkali się w połowie muru podjęli decyzję o rozstaniu. Uściskali się i odeszli, każde w swoją stronę.

Dla pary żyjącej sztuką, rozstanie oznaczało, że rozeszły się również ich drogi zawodowe.
Od tej pory Marina tworzyła już sama. Jedną z jej solowych prac jest „Dom z Widokiem Na Ocean”. W nowojorskiej Sean Kelly Gallery wybudowano trzy podwieszane pomieszczenia. Publiczność oddzielały od artystki drabiny zrobione z rzeźnickich noży, skierowanych ostrzami ku górze. Mieszkała tam przez dwanaście dni nie jedząc i nie odzywając się. Publiczność widziała jak śpi, medytuje, bierze prysznic czy korzysta z toalety. Praca jest komentarzem na temat jawności i bezradności. Wykonując ten performance artystka  chciała przekonać się czy można oczyścić się poprzez codzienną dyscyplinę, zasady i ograniczenia. Szukała też odpowiedzi na pytanie czy może zmienić własne pole energetyczne oraz czy
to pole może zmienić pole energetyczne publiczności i przestrzeni.

Na koniec wspomnieć jeszcze trzeba „Bałkański Barok”. Powstał on podczas Biennale
w Wenecji  1997 roku. Odbywający się w piwnicy performance był protestem przeciw wojnie, zainspirowanym wojnami bałkańskimi. Artystka siedziała przez cztery dni, po siedem godzin, na stosie wołowych kości. Na spodzie stosu leżało pięć tysięcy kości oczyszczonych, na wierzchu dwa tysiące zakrwawionych i pokrytych mięsem. Performerka czyściła kości,
a na dwóch ekranach znajdujących się za nią pojawiały się nieme i nieruchome obrazy jej rozmów z matką i ojcem. W wilgotnej i gorącej piwnicy mięso szybko zaczęło gnić oraz pokrywać się robakami. W powietrzu panował smród niczym z pola bitwy. Wchodzących widzów paraliżował smród i odrzucał widok.  Przez chwilę mogli się poczuć jakby naprawdę byli na wojnie. Za tą pracę artystkę nagrodzono Złotym Lwem.

Marina Abramović jest żywą legendą. Ikoną popkultury. Można ją kochać lub nienawidzić, ale nie da się wobec niej pozostać obojętnym. Nie można jej też nie znać, choćby
ze słyszenia, bo jest jedną z najważniejszych postaci w świecie sztuki. Jej dorobek artystyczny jest ogromny. To co zostało opisane w artykule, to tylko część tego co czeka na Was w Toruniu. Jeśli nie boicie się o swoją duszę – idźcie koniecznie. Macie czas do 11 sierpnia.

 

Nie wiesz, jak ruszyć z biznesem? Dowiedz się!