Chodzące miasta? Brytyjscy architekci rozważali taką możliwość.

0
808
views

Kilka miesięcy temu na ekranach kin pojawił się nowy film Petera Jacksona „Zabójcze maszyny. To ekranizacja książki Philipa Reeva o tym samym tytule. Jednak idea miast-potworów, które mogą poruszać się i pochłaniać mniejsze miasta to nie tylko filmowo-książkowa fikcja. Na identyczny pomysł wpadł Ronald James „Ron” Herron, ale jego pomysł traktowano raczej jako żart. 

Ron Herron był wybitnym angielskim architektem i nauczycielem. Należał do Archigramu – nurtu architektonicznego, który dziś cieszy się dużą popularnością. Nurt ten powstał w Londynie we wczesnych latach sześćdziesiątych. Należący do niego architekci w swoich pracach inspirowali się kulturą masową, rozwojem technologii i przemianami społecznymi. Uważali również, że misją architektów jest poszukiwanie nowych, nieszablonowych rozwiązań, które będą odpowiadały na galopujący postęp technologiczny.

Herron jest twórcą jednego z najbardziej znanych i cenionych projektów: walking city, czyli chodzącego miasta. Projekt ten zakładał zbudowanie miasta-robota, w którym znajdowałyby się mieszkania, restauracje, sklepy, biura, a nawet fabryki. „Chodzące miasta” miałyby być wyposażone w mechaniczne odnóża albo koła, dzięki którym mogłyby się poruszać, w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Architekt założył także możliwość łączenia ze sobą miast, co przypomina motyw znany ze wspomnianej powieści P. Reeva.

Pomysł nie został jednak potraktowany poważnie – prawdopodobnie ze względu na koszt jakiego wymagałaby ta inwestycja. Dziś ten szalony pomysł znany jest jako międzynarodowa ikona radykalnej architektury lat sześćdziesiątych.

Foto: circa_press