Krakowskie święto japońskiej animacji.

0
1485

Moda na anime panuje w Polsce od lat 90 kiedy to wszystkie dzieci (i nie tylko) gromadziły się przed telewizorami w oczekiwaniu a ukochany serial. Dziewczyny śledziły miłosne perypetie Bunny i Mamoru, chłopcy kibicowali ulubionym Pokemonom w ich starciach. Te dzieci już urosły, a TV przestała emitować japońskie animacje. Nie ma takiej potrzeby, bo tamci widzowie choć dorośli wcale nie porzucili swoich pasji. W ręcz przeciwnie. Oddali jej się tak bardzo, że samo oglądnie seriali przestało wystarczać. Właśnie dla nich organizowane są w całej Polsce konwenty. Jeden z nich – krakowski Ryucon dobiegł właśnie końca.

Bez cienia żenady przyznam, że jako mała dziewczynka często sprawdzałam czy na moim czole nie świeci się przypadkiem znak Saturna. Hasło „Potęgo Saturna działaj” też testowałam, ale jakoś nie działała. W końcu pogodziłam się z tym, że Czarodziejką z Saturna nie jestem. Z Plutona też nie.
O Uranie czy Neptunie również mogę tylko pomarzyć. No i dobra. Będę marzyć!

Będę też robić kolejne tatuaże w stylu Kawaii, nosić koronę i bluzki z My Little Pony oraz kupować coraz to nowsze gadżety z jednorożcami. Próby wytłumaczenia dlaczego tak, nawet nie podejmę.
Kto rozumie, temu tłumaczyć nie trzeba. Kto nie rozumie, temu wytłumaczyć się nie da.
Bo manga, anime, kawaii to nie są jakieś tam bajeczki. To styl japońskiej animacji, o którym można by napisać nie tylko osobny artykuł, ale i całą książkę. Z resztą już nie jedną napisano i uczy się teraz
z nich na studiach kulturo czy filmoznawczych. Można oczywiście je przeczytać i wiedzieć wszystko na temat tej japońskiej sztuki. Można przy tym nadal nie rozumieć…

Dla tych co rozumieją krakowski Festiwal Ryucon to prawdziwe święto. Spotykają się na nim zarówno sympatycy jak i fanatycy Japońskiego stylu. Tam nikt nie pyta dlaczego masz koronę na głowie. Nikt nie zapyta nawet dlaczego wyglądasz jak postać żywcem wyjęta z Dragon Ball’a. Pojawią się za to pytania „gdzie to kupiłeś?”, czy nawet częściej „jak to zrobiłeś?”. Bo Cosplay’erzy sami przygotowują swoje stroje. Często pracują nad nimi cały rok, dbając o najmniejsze detale, by w końcu móc się nimi pochwalić na imprezach takich jak ta. Nikt się nie wstydzi przez trzy dni chodzić przebranym za postać z komiksu, filmu czy gry.


źródło

To kolorowe święto, kolorowych ludzi. Wykłady, gry, panele, warsztaty, targi. Plan atrakcji szczelnie wypełnia trzy dniowy grafik. Najfajniejsza jest jednak atmosfera takich konwentów. Poczucie totalnej wolności, akceptacji i zrozumienia. Można też poznać innych pozytywnie zakręconych ludzi z pasją.
Może nie jest to impreza na miarę poznańskiego Pyrkonu, ale jeśli ktoś interesuje się tą tematyką z pewnością powinien ją odwiedzić.

Dla prawdziwego maniaka, nawet trzy dni to za mało! Dla tych, co czują niedosyt przygotowano jeszcze jedno wydarzenie. Mangowe Spotkanie Planszówkowe w Wanilii na ulicy Gołębiej. Idealna okazja by podzielić się emocjami z konwentu i zaplanować wyjazd na kolejny, który odbędzie się już niebawem w Warszawie.

źródło