Sztuka (na) ulicy.

0
1262

Sztukę w mieście znaleźć można w wielu miejscach. Mamy kina, teatry, opery, galerie.Niby są powszechnie dostępne, ale by z nich korzystać potrzebne są czas i pieniądze. Kto może sobie na to pozwolić w codziennym pędzie? Praca, zakupy, dom, praca, zakupy, dom… Częściej myślimy o tym co ugotować na obiad, niż o wojnie na wschodzie, a przecież sztuka po to właśnie jest żebyś odstawił człowieku ten garnek i spojrzał nieco dalej niż ekran swojego smartphona. Jeśli ktoś nie może albo nie chce pójść do sztuki, ona przyjdzie do niego. Całkiem za darmo, całkiem blisko i z całkiem mocnym przesłaniem.

Trudno znaleźć odpowiedź na pytanie czym jest street art. Nie potrafią tego zrobić nawet cenieni teoretycy sztuki. Łatwiej powiedzieć czym nie jest. Choć bywa z nim mylony street art to nie grafitti! Graficiarzom nie zależy na przekazie. Oni tylko znaczą teren. Szybko bazgrają jakiś napis i uciekają bo ich działalność jest nielegalna. Sztuka uliczna z prawem też jest na bakier, ale jej celem nie jest bezmyślny wandalizm. Artyści street art’u wyprowadzają sztukę na ulicę by każdy mógł jej doświadczyć. Działają w myśl zasady „życie jest sztuka, a sztuka życiem”, nie należy jej więc zamykać w muzeach. Prace street art.’owe nie tylko dobrze wyglądają, ale też poruszają. Często niosą ze sobą ważne przesłania społeczne i polityczne, przyciągając uwagę i zmuszając do refleksji.

Street art zyskał popularność i uznanie na całym świecie. Dotarł również do Polski, a jego stolicą została Łódź. Według portalu boredpanda.com lepszy jest tylko Nowy Jork. Być może już niedługo pisać tak będą o Krakowie, który zdaje się deptać Łodzi po piętach. W naszym mieście znajdziemy nie tylko wielkoformatowe prace, powstałe  całkiem legalnie podczas festiwali, ale też wlepki, prace ceramiczne i wiele innych.

Kraków jest miastem sprzyjającym rozwojowi sztuki ulicznej. Można się tu nawet wybrać na specjalną wycieczkę – zwiedzanie miasta tropem street art’u. Jeden z takich projektów realizowała nawet Galeria Krakowska we współpracy z Urzędem Miasta i Krakowskim Biurem Festiwalowym. Interesujący jest też program „101 murali dla Krakowa” zorganizowany przez Fundację Świadoma Przestrzeń. Powstał dzięki stale rosnącemu zainteresowaniu muralami mieszkańców, artystów i mediów. Co ciekawe prace powstałe w ramach projektu objęte są opieką kuratorską! Jedną z takich prac są „Roboty” przy ulicy Zwierzynieckiej. Ich autorką jest Małgorzata Rybak.

Mural „Jehuda” na ulicy Św. Wawrzyńca również powstał całkiem legalnie. Namalował go jeden z najbardziej znanych artystów sztuki ulicznej w Izraelu – Pil Peled w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w 2013 roku. Peled tworzy nie tylko street art. Projektuje również okładki płyt i rysunki na ubrania. Jego znakiem rozpoznawczym jest użycie czerni i bieli. W takim właśnie monochromatycznym stylu powstał Lew Judy.  Lew ma symbolizować zmaganie społeczności Żydowskiej o przetrwanie i zachowanie swojej kultury, a także siłę. Dziecko natomiast jest symbolem bezsilności i strachu. Taki obraz, zwłaszcza w kontekście miejsca w jakim jest usytuowany musi robić wrażenie.

W poszukiwaniu najlepszych murali, warto też udać się na Józefińską 24, gdzie czeka „Robot Lema”. Ta praca również jest pracą festiwalową. Powstała w ramach Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josefa Conrada w 2012, a namalował ją Filip Kuźniarz.

Opisując krakowskie murale nie można pominąć „Ding Dong Dumb”.  Powstały podczas festiwalu Art Boom w 2011 roku mural autorstwa Blu jest chyba jednym z najgłośniej komentowanych. Nic dziwnego. Namalowano go w mieście, gdzie kościół znajdziemy prawie na każdej ulicy. Tymczasem Włoch prowokuje przedstawiając wiernych jako szarą bezwolną masę, a Kościół jako coś w rodzaju Master of  Puppets.

Jeśli zainteresował Was street art i chcecie się udać na jego poszukiwanie bądźcie czujni. Znaleźć go można wszędzie, a najczęściej w miejscach nieoczekiwanych. Szukajcie nie tylko wielkoformatowych prac jak murale. Warto wytężyć uwagę i wyszukać te mniejsze, nie rzucające się w oczy albo ukryte w dziwnych miejscach. To trochę jak polowanie, ale takie które warto uprawiać. Jak już znajdziecie rzadki okaz pamiętajcie go ustrzelić. Aparatem. I to szybko zanim zniknie!
Powodzenia!