To już oficjalne. Temperatura nawet w samo południe z trudem przekracza zero stopni. Wszystkie napoje zostały wymienione na ciepłą herbatę z miodem i cytryną, kaloryfery rozkręcone są na pięć. Gdy to piszę siedzę w bluzie i długim dresie a za oknem deszcz. Wyjście z domu to walka, którą przecież trzeba toczyć, na szczęście są słuchawki pozwalające przenieść się w nieco bardziej magiczny świat niż tylko jesienna szarość codzienności.

Zdaje się, że jestem uzależniony od muzyki. Chciałbym powiedzieć, że to hiperbola ale notorycznie łapie się na tym, że muzyka towarzyszy mi przez 2/3 dnia, i to tylko dlatego, że pozostałą trzecią śpię. Z wielką przyjemnością odkrywam, poznaję, przecież to studnia bez dna. Jednakże jest parę albumów, do których wracam każdej jesieni, dlatego z wielką przyjemnością prezentuje Wam jedną nowość i dwa przepiękne polskie projekty idealne na prognozy pogody kolejnego tygodnia.

Nie samą muzyką żyje człowiek. Najlepsze animacje dla dorosłych TUTAJ!

Everything Was Beautiful, and Nothing Hurt (Moby album)

Moby to już dziadziuch z gigantycznym dorobkiem muzycznym, globalną rozpoznawalnością i generalnym szacunkiem na dzielni. Nowy album Everything Was Beautiful, and Nothing Hurt wypuszczony w marcu musiał być udany, nie przyjmowałem innego scenariusza. Nie przypuszczałem jednak, że przetrzyma mnie od marca aż do listopada, i decydując się na stworzenie tych rekomendacji pojawi się w mojej głowie w pierwszej kolejności. Muzyczna uczta okazuje się tylko tłem, medium, którym artysta tak dobrze się posługuje, a rzeczywistą wartością albumu jest dominujący aspekt aktywizmu, który Moby próbuje słuchaczom zasugerować. Oprócz rozkoszowania się playlistą w tramwaju obiecajcie sobie i mi, że poświęcicie godzinę na pełne oddanie się tej treści. Warto.

Zaburzenia – Sny, w których ginę

To był chyba pierwszy raz, kiedy zakochałem się w oprawie wizualnej albumu i nie rozczarowałem się jego zawartością muzyczną. Moją uwagę przykuła okładka autorstwa Sebastiana Skrobola, bardzo lubianego przeze mnie ilustratora i tatuatora z Wrocławia. Jednak okazało się, że zawartość, za którą są odpowiedzialni Kuba Witkowski i Łukasz Szatt Palkiewicz to kompletna magia, której akurat w tamtym okresie potrzebowałem. Tak jak z twórczością Szatta byłem już zaznajomiony wcześniej, tak raperskie teksty Kuby, znanego wcześniej jako Tusz na Rękach były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Zaskoczeniem, które trafiało w dokładnie te miejsca, gdzie potrzebowałem takiego kontaktu. Drugi album Igły reprezentuje równie wysoki poziom i projekt Zaburzenia jako całość to na prawdę najlepsze co możecie sobie dać jeśli tak jak ja jesień Was rozbija na kawałki, i nie tyle potrzebujecie kogoś, kto Was pozbiera, ale uświadomi, że to dotyczy wszystkich.

Słuchawki na uszy i w drogę! Przeczytaj dlaczego warto biegać maratony!

Kroki – Stairs 

Wydany w 2016 roku album Stairs to kolejny polski projekt, w którym udział bierze wspomniany już Szatt. Razem z Jaq Mernerem i Pawłem Stachowiakiem tworzą zróżnicowane muzycznie trio, czerpiące garściami z jazzu, soulu czy indie reinterpretując te gatunki swoimi eksperymentami elektronicznymi. Ten album jest absolutnie rewelacyjnym doświadczeniem jako całość. Magiczne brzmienia pozwalają unieść się nieco ponad ziemię a pojedyncze bity i utwory zostają w głowie na długo jeszcze po zdjęciu słuchawek. Trzymajcie rękę na myszce na fb Kroki, i od razu kupujcie bilety na koncert jeśli będzie możliwość usłyszeć ich na żywo. Obowiązkowo!

Chętnie się dowiem jakie albumy czy utwory pomagają Wam nie tyle buntować się przeciw niepogodzie a potraktować ją jako przygodę. Dajcie znać czy wolicie działać na przekór czy zanurzyć się w tej aurze po czubki głów. Trzymajcie się ciepło!

Nie wiesz jak ruszyć z biznesem? Dowiedz się TUTAJ 🙂