Najwspanialsze knajpy, takie, do których chcemy wracać rozkochują nas w sobie nie tylko dobrym jedzeniem czy wyjątkowym wystrojem. Zarówno za kuchnię jak i wystrój odpowiedzialni są ludzie, którzy wydają się być najważniejszym składnikiem przepisu na sukces. Udowodniła to 7 lat temu La Ruina i Raj, lokal na poznańskiej Śródce, który dopiero co ogłosił konieczność przenosin.

Dowiedz się co słychać w Warszawie na F7Warszawa!

Monika i Jan Pawlak oraz wszyscy z ludzie, z którymi współpracują od lat stworzyli miejsce magiczne. Dzięki aurze, którą wytworzyli na Śródce, fragment miasta na przestrzeni ostatnich 7 lat stawał się coraz wspanialszy, coraz piękniejszy. Teraz dowiedzieliśmy się, że właściciele zmuszeni są opuścić miejsce, w które włożyli całe swoje serce i lata swojego życia. Lecz z ukochaną przez odwiedzających wolą walki, Monika i Jan nie poddają się tak łatwo. Oto tekst, który umieścili na swoim fanpage’u:

Przydługawe, ważne i tym razem od końca.

31 marca 2019 roku po raz ostatni na Śródce ugotujemy kuchnię podróży i upieczemy dla Was twaróg.

Tak, naprawdę jesteśmy tu tylko do końca marca tego roku, niecałe 3 miesiące.

Mija właśnie równo 7 lat, kiedy pojawiliśmy się przy Śródka 3 Avenue i zajrzeliśmy przez brudne okna do malutkiego lokalu po upadłym monopolowym.

W „Lubię” na stronie 37 piszemy o naszych początkach z roku 2012 tak:

„Monopolowy zamknął się jakoś tydzień lub dwa dni wcześniej. I chyba faktycznie Śródka znalazła się wtedy na dnie, a bankructwo sklepu z gorzałą było tego najlepszą ilustracją. Szczęście w nieszczęściu. Był 2012 rok, styczeń. Cztery piętra wyżej zapukaliśmy do właścicieli lokalu, właściwie z podjętą już decyzją. Popukali się po głowach i zawrócili nas po rozwagę. Nazajutrz nic się nie zmieniło, trwaliśmy w postanowieniu. W totalnie zdezelowanej, przesiąkniętej alkoholem i tytoniem ruderze z żółtą olejnicą i brudnymi tapetami na ścianach, zmyśliliśmy sobie naszą knajpę inspirowaną podróżami. Taką z kubańskiej Baracoa, tylko że na Śródce. (…)

Myśmy ani przez sekundę wymyślania kameralnej kawiarni na zapomnianej Śródce nie myśleli o sernikach. Szarlotki jakieś, drożdżówki, babki – to tak, ale sernik… gdzieś na siódmym miejscu może. I kuchni podróży by nie było. Tych naszych smaków i aromatów, na których punkcie przepadliśmy u źródeł, a które odtworzyliśmy z trudem, bo przecież niełatwo o czarny kardamon, liście curry, pandanu, korzeń kurkumy czy kasję na Śródce. Ilu znajomości by nie było. Twarzy nowych, ciekawych, pięknych, mądrych, inspirujących, do wymiany dobrej energii idealnych. A po znajomości przecież tyle można! Miłości i dzieci. O! Ile my się bab w ciąży naoglądaliśmy przez te cztery lata! A potem te ich bobasy na obchody po knajpie chętnie porywamy, coby se świeżo upieczeni rodzice posiedzieli w spokoju. Kina by nie było na Śródce. I koncertów francuskiego jazzu w wykonaniu big–bandu Alexa, który jest living Englishman in Śródka. Wzruszeń i łez, uśmiechów, ucieszeń, uniesień, utęsknień i uzależnień.”

Tak. Przeżyliśmy tu 7 niesamowitych lat. Krew, pot i łzy, dużo radości, satysfakcji, ale i potwornie ciężkiej, stresującej roboty 24h, 7 dni w tygodniu. Urodziliśmy w międzyczasie Czesława i nie rozwiedliśmy się tylko dlatego, że nie było czasu. Jesienią 2017 roku spełniliśmy wielkie marzenie, wyjeżdżając z dzieciakami w blisko roczną podróż życia przez Amerykę. Wszystko się udało. Wróciliśmy i nawet dumnie napisaliśmy całkiem niezgrabną, piękną, ważną i nieporęczna książkę. W trakcie prac nad nią spadła nas jednak ta informacja i propozycja ze strony wynajmujących. Rozbiła nas zupełnie, poskładała i zestresowała.

W skrócie. W związku z planowanym generalnym remontem kamienicy, w której funkcjonują obydwa nasze lokale, musielibyśmy wstrzymać naszą działalność na co najmniej 2 lub 3 miesiące. Tak gigantyczny przestój jest oczywiście nie do zaakceptowania i naraża nas na gigantyczne koszta. Szukaliśmy jednak pewnych rozwiązań zastępczych na ten czas, tak by przede wszystkim utrzymać naszą załogę – ludzi, którzy w większości pracują z nami bardzo długo i na których bardzo nam zależy. Z tą sytuacją próbowaliśmy powalczyć i zaradzić jej.

Później dostaliśmy jednak jeszcze jeden strzał. Drugi raz, bo pierwszy miał miejsce w 2015 roku i wtedy nie mieliśmy wyjścia, złożono nam ofertę podwyżki czynszu o blisko 100%.

W ten sposób, i mówimy to z pełną stanowczością, że biorąc pod uwagę standard użytkowanych przez nas lokali, mielibyśmy płacić najwyższy, tak naprawdę najwyższy, czynsz w Poznaniu. Uzasadnienie brzmiało między innymi tak. Dosłownie tak brzmiało:

– To jest dla nas poniżające i uwłacza nam, że w kolebce chrześcijaństwa, na Śródce, macie tak niski czynsz, jaki w tej chwili płacicie. Obraża nas to!

– Nie jesteście żadnym bogami. Wszystko co macie zawdzięczacie Śródce, muralowi i turystom z Bramy Poznania oraz Katedry.

Nie planowaliśmy i nie spodziewaliśmy się tego. Zmuszeni stanęliśmy pod ścianą, ale biznes to biznes. Tak bywa. Szaleństwo też, sami do normalnych nie należymy. Bardzo jednak to przeżyliśmy i nadal przeżywamy, szczególnie po ludzku. I bardzo dużo się przez ten czas nauczyliśmy, szczególnie by odbijać złą energię, z którą nie chcemy mieć nic wspólnego. Bardzo dużo też robimy by, jak tylko potrafimy, zarażać naszych gości dobrą energią, którą importujemy ze świata. I tak, z wielkim zaangażowaniem i radością, postaramy się do ostatniego dnia marca, robić to wszystko, co tak bardzo lubimy. To, czemu oddajemy nasze serca. Lubienia bowiem, od zawsze życzy i Wam, i nam.

Analizowaliśmy kilka scenariuszy i pomysłów. Nie ukrywamy, że nasz kolorowy wóz nadal czeka na nas w Kanadzie i chcemy dalej podróżować. To nasz kolorowy, mobilny dom. Najpierw przez całą Ameryką Północną, a oczami wyobraźni widzimy już ten nasz bolid nawet w Japonii. Tak, takie mamy marzenia, a co! Był więc pomysł pogodzenia się z tym, że wszystko ma swój początek i koniec, że są znaki, które trzeba przyjąć na klatę. Zamykamy i odlatujemy. Z innej beczki, bardzo poważnie od kilku lat zaprasza się nas do Warszawy, może więc spakować te wszystkie nasze pierdoły ze świata w dwa kontenery i rozpakować gdzieś na Ochocie lub nieopodal Hali Mirowskiej? Cholera, ale my naprawdę lubimy Poznań, to co się w nim teraz i jak dzieje. Kibicujemy, staramy się wspierać. Cieszymy się, że parę osób potrafi specjalnie dla nas przyjechać tu ze stolicy lub Krakowa. Duma! Wzruszenie i od zawsze wielkie dzięki za to trwanie.

I teraz tak. Nie odlatujemy. Twardo łazimy po ziemi i tak łatwo się nie poddamy. W Monice kaszubska krew, a ja od kilku miesięcy wyłącznie we flanelowych koszulach z Alaski, takich dla twardzieli. Kochamy Poznań i wierzymy, że miasto to idzie w świetnym, światowym kierunku.

To znów było niemożliwe do ogarnięcia, zwłaszcza w grudniu, ale udało się dzięki naprawdę niesamowitym ludziom, którzy nam pomagali. Wspomnimy w kolejnych wpisach.

Od kwietnia 2019 roku będziemy Was gościć, bawić się z Wami na… Rany, tak bardzo potrzebujemy tu Waszego pokrzepienia i wiary, że będzie dobrze, na ulicy Święty Marcin!

I tak, dajemy słowo honoru, to będzie dwa albo trzy razy lepsza Ruina i Raj! Naprawdę! Z mnóstwem nowych, szalonych, bardzo dla nas ważnych, dobrych i inspirujących pomysłów. Słowem, ja pierdolę, tak bardzo tego nie planowaliśmy, ale drugi raz w życiu zrobimy Wam i sobie, najlepszą knajpę, w jakiej byliśmy w życiu! Zupełnie od zera i dużo bogatsi w doświadczenie i wszystkie nowe, szalone pomysły!

Na dniach będzie więcej szczegółów i w ogóle o wszystkim będziemy opowiadać. Jutro zaczynamy remont, a na Śródce przez ostatnie 3 miesiące dajemy totalnie czadu!

Będzie nam bardzo miło i w ogóle w nowym miejscu będzie tak, że po prostu będzie do nas bliżej. Z tym słowem zostawiamy tu Was i nim chcemy kierować się przy tym kolejnym wielkim dla nas wyzwaniu, kolejnym marzeniu. Bliżej.

Właściciele lokali nie tylko przyciągali do siebie turystów i poznaniaków ze wszystkich zakątków świata ale również sami te zakątki odwiedzali. Po dużym sukcesie pierwszego kulinarnego albumu ich autorstwa, jakiś czas temu pojawiła się druga, ciesząca się równie dużym powodzeniem pozycja. „¡Ameryka!” to aż 752 strony wypełnione zdjęciami z podróży Jana, wspólnymi notatkami i zapiskami marzeń i oczywiście przepisami autorstwa Moniki, których liczba sięga aż 90 (!) różnych propozycji. Obie książki możecie zamówić na stronie internetowej autorów o tutaj

Ta książka nie jest i nie ma być przewodnikiem lub poradnikiem na temat tego, czy i jak to powtórzyć. I tak tam pojedziecie. Ma być iskrą!

Zdjęcia jak z NASA robione przez Polaka! Zobacz tutaj! 

Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych potwierdza, że podpisał w piątek umowę z Cafe La Ruina i Raj, które od kwietnia planują rozpocząć działalność w lokalu o powierzchni aż 300 metrów kwadratowych przy ulicy Święty Marcin 34/36.

Stopniowo powracające życie na ulicę Święty Marcin wydaje się być dobrą prognozą na sukces kończącej się już rewitalizacji. Poznaniacy poruszający się już po niemal skończonej przestrzeni mogą zauważyć, że aranżacja ulicy w dużo większym stopniu jest przyjazna pieszym. Już w najbliższy poniedziałek właściciele knajpy rozpoczynają remont na Świętym Marcinie. Ich poczynania możecie śledzić na facebooku oraz instagramie duetu. Wierzę, że magia, którą obdarowywano nas w jednej części miasta nie zniknie tylko ze wzgląd na zmianę lokalizacji. Kuchnia wciąż będzie na najwyższym poziomie, ludzie wciąż będą wypełnieni dobrymi wibracjami a lokal.. cóż może być tylko lepiej!

Największy dla nas komplement to Wasze powroty.

Nie wiesz jak ruszyć z biznesem? Dowiedz się TUTAJ!