W każdej kulturze piękno wygląda zupełnie inaczej. Niektóre kobiety dążą do tego, aby mieć jak najczarniejsze zęby, inne wkładają krążek wielkości talerza w wargę czy pokrywają każdy skrawek swojego ciała ceglastą glinką. Które z plemiennych obyczajów zaskakuje najbardziej?

Akha to grupa etniczna zamieszkująca pograniczne rejony południowych Chin, Laosu i Tajlandii. Podczas obchodów najważniejszego dla nich święta – czyli święta huśtawki – dorastające dziewczęta po raz pierwszy ubierane są jak dojrzałe kobiety, a najbardziej okazały element ich stroju stanowią barwne nakrycia głowy.  W zależności od wieku zmieniają się ozdoby na ich głowie. W sposób oryginalny dbają też o uśmiech i uzębienie. Uważa się, że im zęby czarniejsze, tym kobieta atrakcyjniejsza. Efekt uzyskuje się poprzez żucie betelu, czyli mikstury uzyskiwanej z palmy areki. W tej kulturze pasta do zębów jest… zbędna.

Zupełnie inaczej piękno pojmuje pewna wojownicze plemię z Etiopii. Mursi słyną z wkładania w nacięcie dolnej wargi glinianego krążka o średnicy około 20 centymetrów. Przygotowania do tego zaczynają już w dzieciństwie. Małym dziewczynkom rozcina się wargę i umieszcza w ranie patyk. Gdy rana się zagoi, w otwór wpychany jest owalny klocek rozciągający dziurkę. Potem zastępuje go mały gliniany krążek. Potem większy i jeszcze większy – niczym talerz. Aby ułatwić jego noszenie, kobiety wybijają sobie dwa dolne siekacze. Dorosłe kobiety nie noszą krążków non stop, przeciwnie, na co dzień chodzą z obwisłymi dolnymi wargami. Z odsłoniętych ust wyziera wówczas bezzębne dziąsło. Mursi maltretują swe usta, bo według ich tradycji im większy krążek zdołają upchnąć, tym atrakcyjniejszą są partią na żonę.

Kobiety Himba zwane są najpiękniejszymi kobietami Afryki. Zaszyte w dzikich bezdrożach Kaokolandu – północnej części Namibii – spędzają na upiększaniu ciała większą część dnia. Ozdoby noszone przez jedną Himba ważą ponad dziesięć kilogramów. Muszle, duże jak połowa dłoni, ciężko zwisają między piersiami – są symbolem płodności. Spódniczki, które noszą, z przodu są kuse, a z tyłu układają się w fale i falbany nadające kobietom dziewczęcego powabu. Są czerwone, jak wszystko u kobiet plemienia Himba – włosy, skóra, ozdoby, spódniczki. Wszystko od czubka głowy po stopy pokrywa specyficzny kosmetyk nazywany otjize. Jest to maź sporządzana z masła, olejków roślinnych, popiołu i ceglastej glinki (ochry).

Każdego dnia każda Himba kilka godzin spędza na pokrywaniu każdego centymetra swojego ciała makijażem otjize. Poczynając od włosów, które upięte w drobne warkoczyki, zamieniają się pod warstwą otjize w grube, czerwone węże spływające ciężko z czubka głowy. Jedynie końce uwolnione od glinki tworzą puszyste kulki podskakujące przy każdym ruchu. Upięcie włosów Himba jest symboliczne. Zebrane w koński ogon, rozchodzące się na wszystkie strony czerwone węże, to znak gotowości do zamążpójścia. Mężatki burzę glinianych warkoczyków puszczają luzem, a przód głowy golą, by upiąć na nim skórzaną przypinkę przypominającą koronę królowej Kier z „Alicji w Krainie Czarów”.  Wdowy na znak żałoby zdejmują przypinkę i chodzą z wygoloną na przedzie głową.

 

Photo by Fabio Simoni, źródło

W sąsiedztwie Himby żyją Herero. Oba plemienia mówią tym samym językiem, ale zupełnie inaczej traktujące swe ciało. Ubrane od stóp do głów w kolorowe bufiaste suknie, z krynolinami i licznymi halkami oraz charakterystycznymi turbanami na głowie, upiętymi w dwa rogi mające symbolizować bydło. Herero to lud pasterski, dla którego status społeczny wyznacza ilość posiadanego bydła. Kto go nie ma, jest niczym.

Hamerki to kobiety o smukłych ciałach i miękkim chodzie. Gdy szykują się do wyjścia na targ albo do plemiennej uroczystości, pokrywają włosy i twarz masłem zmieszanym z czerwoną ziemią. Drobne warkoczyki lśnią wówczas jak atłasowe sznureczki. Przypominają tym Himba, ale ich włosy są zupełnie inaczej przycięte. Równiutko jak w najlepszym zakładzie fryzjerskim. Na pazia, a właściwie na starożytnego Egipcjanina. Szczególnie dumne są ze skaryfikacji. Blizny po świadomie zadawanych ranach, zasypywane popiołem i węglem, by dłużej się goiły, tworzą zgrubienia niczym wzory na ciemnej skórze. Czasami są to regularne ornamenty na rękach i brzuchu, ale częściej grube, zachodzące na siebie pręgi przecinające plecy i brzuchy kobiet.

Będąc na północy Tajlandii bez trudu można znaleźć kogoś, kto zorganizuje nam wizytę w wiosce kobiet z długimi szyjami, czyli plemienia Padaung. Ale nie zobaczy się ich za darmo. Tajlandia dość szybko zorientowała się, że wielu ludzi chętnie zapłaci za możliwość spotkania i podglądania tych osobliwych kobiet. Bo przecież noszenie na szyi kilkukilogramowych mosiężnych obręczy nie jest powszechnym zjawiskiem. Wydzielono zatem z obozów dla birmańskich uchodźców sekcje Padaung, a następnie przeniesiono przedstawicieli tej grupy etnicznej do specjalnych wiosek, gdzie turyści mogą ich podglądać. W zamian za to Padaung otrzymują wsparcie finansowe i żywność. Dlatego też zakładają pierwsze mosiężne obręcze dziewczynkom, kiedy te osiągną wiek 5 lat. Potem systematycznie dokładane są kolejne obręcze, a łączna masa wszystkich pierścieni często dochodzi do 10 kg. Noszenie tych ozdób nie wydłuża szyi fizycznie, jest to tylko optyczne złudzenie wywołane sztucznym obniżeniem obojczyków i deformacją klatki piersiowej.

Wymienionym plemionom z pewnością nie spodobałyby się kobiety uchodzące za wzór w europejskiej czy amerykańskiej popkulturze. Według nich to kobiety na zdjęciach są ideałami kobiecości, według nich piękno oznacza coś zupełnie innego. Tradycje plemiennych ludów, chociaż szokujące i niekiedy drastyczne, przypominają o niejednoznaczność i różnorodności pojęcia piękna.

Nie wiesz jak ruszyć z biznesem? Dowiedź się tutaj!

Jesteś z Katowic? Koniecznie odwiedź f7katowice.pl
Jesteś z Krakowa? Koniecznie odwiedź f7krakow
Jesteś z Gdańska? Koniecznie odwiedź f7gdansk.pl
Jesteś z Poznania? Koniecznie odwiedź f7poznan.pl
Jesteś z Łodzi? Koniecznie odwiedź f7lodz.pl
Jesteś z Wrocławia? Koniecznie odwiedź f7wroclaw.pl
Jesteś z Warszawy? Koniecznie odwiedź f7warszawa.pl

Przeczytaj: To najprawdopodobniej najmniejsza krowa na świecie!

About Karolina Lewińska

Lubię śmieszne ubrania z second-handów, nie mam nic przeciwko spędzeniu całego dnia z Netflixem. Pomiędzy studiowaniem polonistyki wdycham wiejskie powietrze i piszę. Śmieję się głośno, zawstydzam się szybko – zwłaszcza, gdy chcę w kilku słowach opowiedzieć o sobie.